poniedziałek, 16 października 2017

[#2 Książki w biegu] "Never Never" (Colleen Hoover, Tarryn Fisher), "Chłopak z sąsiedztwa" (Kasie West) ☺

Dzień dobry! ☺
Dziś przychodzę do Was z drugą odsłoną serii "Książki w biegu", którą poprzednio - patrząc na aktywność - przyjęliście naprawdę ciepło - bardzo mnie to cieszy!
Nie czytam ostatnio zbyt wiele, jedynie egzemplarzom recenzenckim poświęcałam trochę uwagi... Ale że chwilowo takowych nie posiadam, to doszłam do wniosku, że nadrobię odrobinę powieści młodzieżowych. A więc porozmawiałam trochę z moją czytelniczą gromadką i takim oto sposobem dzisiejszy wpis poświęcam książkom "Never Never" oraz "Chłopak z sąsiedztwa".
Zapraszam do zapoznania się z dalszą częścią postu. ;)

---

"Przeznaczenie to pole magnetyczne przyciągające nasze dusze do pasujących do nas ludzi, miejsc i rzeczy"

Tytuł: Never Never
Tytuł oryginalny: Never Never
Autorki: Colleen Hoover, Tarryn Fisher
Liczba stron: 385
Wydawnictwo: Otwarte (Moondrive)

Charlie i Silas to para, której z pozoru nic nie brakuje - dwójka kochających się ludzi, którzy nie widzą poza sobą świata... Aż do czasu, gdy pewne wydarzenia sprawiają, że zaczynają się oni od siebie oddalać - coraz to bardziej i bardziej.
Pewnego zwykłego dnia w szkole coś się dzieje i oboje tracą pamięć. Nie wiedzą kim są, nie pamiętają imion swoich bliskich i przyjaciół, ale pamiętają ogólne informacje o otaczających ich świecie.
Jak Silas i Charlie poradzą sobie w tej sytuacji? Czy z pozoru obcy ludzie będą w stanie sobie zaufać i znaleźć odpowiedzi na nurtujące ich pytania oraz sposób, jak uwolnić się od klątwy zapomnienia?


"To zadziwiające, jak dużo człowiek może się dowiedzieć, prawie w ogóle się nie odzywając"

Książka "Never Never" to pozycja, którą czyta się naprawdę szybko. Jej dynamiczna fabuła pozwala nam wciągnąć się w historię i z zaciekawieniem śledzić losy dwójki nastolatków, którzy w naprawdę dziwny i nieoczekiwany sposób tracą pamięć.
Silas Charlie to bohaterowie wykreowani w dobry sposób, przez co wydawali mi się bardzo realni (i za co właśnie jeszcze bardziej ich polubiłam... W szczególności Silasa! bo Charlie była ociupinkę irytująca). Oboje mieli swoje przemyślenia i pomysły na temat tego, co im się przytrafiło i co mają z tym fantem zrobić. Zastanawiali się również nad tym, czy są w stanie ponownie się w sobie zakochać w taki sposób jak wcześniej, gdy jeszcze pamiętali, co w ich wypadku wydaje się dość logiczne. Niepewność i nieufność miesza się z odnajdywaniem coraz większej pewności siebie i chęci, aby w końcu zakończyć tą całą niecodzienną sytuację.
Zakończenie książki, które wzbudziło dość sporo negatywnych opinii mi się akurat spodobało. Co prawda było ono dość oczywiste i, hmm, zbyt cukierkowe? Być może i tak, ale spodziewałam się czegoś kompletnie wyjętego znikąd, a dostałam coś, co całkiem dobrze i logicznie kończy całą historię (jedynie mogę się przyczepić do tego, że niektóre wątki nie zostały wyjaśnione, ale ciii).
A więc podsumowując: "Never Never" czyta się szybko i całkiem dobrze; nie jest to lektura, którą pamięta się latami, jednak gdy ma się sporo stresu i mało czasu dla siebie, to właśnie ta pozycja mogłaby być wypełnieniem upływających minut - niezbyt przejmująca, niezbyt wymagająca, ale całkiem w porządku.


"(...) nie wszystko musi mieć cel. Pewne rzeczy robi się tylko dla frajdy.

Tytuł: Chłopak z sąsiedztwa
Tytuł oryginalny: On the Fence
Autorka: Kasie West
Liczba stron: 341
Wydawnictwo: Feeria Young


Charlie nie jest jak inne dziewczyny - nie maluje się, nie chodzi na randki, nie dba o swój wygląd i o to, co ktoś o niej pomyśli.
Na co dzień chodzi w dresach, a jej największym hobby jest uprawianie sportów.
Jedynymi osobami, na których opinii dziewczynie zależy, to jej bliscy, czyli ojciec, trójka starszych braci oraz sąsiad "zza płotu" - Braden, którego traktuje jak członka rodziny (choć dla niej mógłby być kimś zupełnie innym niż dodatkowym bratem).
Kiedy Charlie ponownie dostaje mandat za przekroczenie dozwolonej prędkości, zostaje zmuszona do znalezienia sobie 
pracy. Gdy zostaje zatrudniona w sklepie z elegancką odzieżą, musi chociaż na kilka godzin pracy zmienić swój styl, jednak z czasem odbija się to również na jej życiu codziennym.
Nowo poznane osoby, nocne rozmowy z sąsiadem oraz przeszłości sprawiają, że Charlie powoli obiera w swoim życiu nową drogę...

"Nigdy nie osądzamy celnie samych siebie"

Lekki, łatwy i przyjemny - taki właśnie jest "Chłopak z sąsiedztwa" Kasie West, którego kartki błyskawicznie przewijały mi się przez palce pewnego, całkiem przyjemnego, piątkowego popołudnia.
Główna bohaterka książki, Charlie, nie jest postacią wolną od skazy, jaką jest irytowanie czytelnika, choć gdyby zrobić zawody tego typu, to raczej nie umieściłabym jej w pierwszej 3-ce... Ba! W pierwszej 10-ce pewnie też nie. Postać ta, to nastolatka wychowująca się bez matki, która zginęła w wypadku samochodowym, kiedy dziewczyna miała sześć lat. Od tego czasu wychowywał ją ojciec oraz - głównie - starsi bracia, po których przejęła chęć do uprawiania różnego rodzaju sportów i przez których stała się pewnego rodzaju "chłopczycą"... Utożsamiam się (:D) jeśli chodzi o dresy i brak robienia makijażu... Ale odchodzę od tematu. Do charakteru Charlie łatwo się przyzwyczaić i w pewnym momencie, zanim się zorientujesz, zaczynasz ją lubić. Ze sporą ciekawością śledziłam jej historię, która nie była zbyt pogmatwana ani niesamowita, ale taka prosta i codzienna, co bardzo mi się w powieściach młodzieżowych podoba.
Autorka umie pisać. Jej styl, który jest baaardzo prosty i przyjemny sprawia, że książkę pożera się w zastraszającym tempie, a gdy przychodzi ta ostatnia strona - łaknie się więcej i więcej, i więcej...
"Chłopak na zastępstwo" niesie ze sobą również przesłanie: nie warto brnąć w kłamstwa, bo one i tak kiedyś wyjdą na światło dzienne... i prawdopodobnie zrobią to w najmniej pożądanym dla ciebie momencie. ;)

zmęczona biologią
~Wilcza Dama

niedziela, 8 października 2017

#13 "Czasami są takie rzeczy, o których lepiej na darmo nie gadać, bo bida nie śpi" // "Nowy dom na Wyrębach" - Stefan Darda

Dom na Wyrębach | Nowy dom na Wyrębach
*recenzja nie zawiera spoilerów do 1. części 
(a przynajmniej taką mam nadzieję)*

Tytuł: Nowy dom na Wyrębach
Autor: Stefan Darda
Cykl: Dom na Wyrębach (tom II)
Liczba stron: 295
Wydawnictwo: Videograf

Hubert Kosmala, przyjaciel Marka, od pamiętnego dnia ostatnich odwiedzin w Wyrębach jest dręczony przez demony własnego umysłu. Czuje poczucie winy i pewnego rodzaju niepokój, który zrodził się przez przeczytanie notatek spisanych przez Leśniewskiego. Aby odbudować wewnętrzny ład i zmierzyć się z czarnymi myślami, postanawia na jakiś czas zamieszkać w domu przyjaciela... Tylko jak w takich warunkach nie popaść w obłęd, gdy w lesie czai się coś niebezpiecznego, a wspomnienia czynów, które odniosły dramatyczne skutki wracają bo Huberta bolesnym rykoszetem?
Licho nigdy nie śpi, przez co zawsze trzeba być czujnym. Jeśli nie, może się to skończyć naprawdę źle...

---

A więc, "Nowy dom na Wyrębach" to kontynuacja książki "Dom na Wyrębach" (z recenzją której koniecznie się zapoznajcie!) - debiutu Stefana Dardy, który opublikowany został w roku - bodajże - 2008, czyli jakieś dziewięć lat temu... Sporo, prawda? Nic dziwnego więc, że jako naprawdę wielka wielbicielka pierwszej części obawiałam się o los tegorocznej premiery. Wzbraniałam się przed jej czytaniem rękami i nogami, ponieważ w moim odczuciu zakończeniu "Domu..." nie nie brakowało, a coś więcej mogłoby zepsuć moje pozytywne nastawienie do tej powieści (wiadomo - co za dużo, to nie zdrowo).
Jakim więc cudem ten post w ogóle powstaje? Przez moją pazerność, Drodzy Czytelnicy... ale do rzeczy.
Co z tym "Nowym domem..."? No cóż, nic wielkiego, aczkolwiek nie było tak źle, jak mi się z początku wydawało...

"Uważaj na swoje najskrytsze tajemnice. Niektóre z nich mogą cię zabić."


Co by się stało, gdybym...? - właśnie to pytanie najczęściej stawia sobie Hubert Kosmala. Dobra praca, własny kąt, kochająca żona i dwójka synów oraz najlepszy przyjaciel, z którym można by konie kraść - czego więcej do szczęścia trzeba? Otóż niczego. Jednak co by się stało, gdyby z tego wszystkiego wykreślić kogoś istotnego (nie z własnej woli oczywiście)? Wszystko, co było poukładane, spokojne i stałe w życiu Huberta, rozsypuje się jak domek z kart. Nadchodzi czas samotności, kłamstw i zatajania prawdy, chwile strachu oraz poczucia winy, a nawet lekkiego popadania w obłęd. Rozpoczyna się odliczanie chwil do pełni księżyca, nasłuchiwanie wycia wilka, rozglądanie się w poszukiwaniu nienaturalnych cieni. Jest to to również czas niespokojnych sennych wizji... W tym wszystkim można znaleźć też moment na rozmowy (często skrapiany kłamstwami), podejmowanie masy pochopnych decyzji (bo jakżeby inaczej?) oraz poszukiwanie wiatru w polu (bo przecież najlepiej zawsze radzić sobie samemu)...
O wiele bardziej od Huberta (który trochę działam mi na nerwy) polubiłam Ewę Firlej - koleżankę z pracy jego oraz Marka. Kobieta, dość pozytywnie nastawiona do życia - szczególnie po poznaniu tajemniczego Mikołaja - to postać miła i troskliwa, która z biegiem lat nie pozbyła się również swoich licznych humorków czy nastoletnich marzeń o księciu z bajki - dzięki uprzejmości autora możemy czytać jej "Codziennostki", które są naprawdę dobrą odskocznią od życiowych rozterek Kosmali.

"... nigdy nie wiadomo, gdzie dorwie cię twoje przeznaczenie."

Nie zapomnijcie zapalić świecy...
W porównaniu z "Domem na Wyrębach", fabuła jego kontynuacji wypada trochę gorzej. Z początku, książka ta dłużyła mi się niemiłosiernie i co jakieś dziesięć stron zastanawiałam się, czy nie czas jej w końcu odłożyć i skapitulować... Ale co to, to nie ja. Choćbym miała czytać ją cały miesiąc - w końcu na pewno dałabym jej radę (ostatecznie skończyło się na ponurym piątkowym wieczorze oraz deszczowym sobotnim poranku). W późniejszym czasie było już lepiej, jednak miejscami historia ta nadal mnie nudziła, co jest jej największym minusem. Ogółem, wydarzenia opisane w "Nowym domie na Wyrębach" miały sens i gdyby nie niektóre mankamenty, mogłabym nawet uznać, że jest on równie dobry, co pierwsza część... ale nie ma co się oszukiwać, bo nie jest. Istotną cechą tej historii jest fakt, że i tutaj czuło się pewnego rodzaju niepokój, a wilk podążał wzrokiem nie tylko za Hubertem, ale również oddychał wprost na nasz kark, przez co można było nabawić się ciarek.
O piórze Stefana Dardy nie będę pisała zbyt dużo, stąd też brak osobnego akapitu. Od czasów debiutu niewiele się zmieniło w stylu pisania autora - lekkość pozostała, a kiedyś bardzo prostu styl odrobinę zhardział i stał się bardziej dojrzały, zaprawiony w boju, co oczywiście wychodzi jak najbardziej na plus. W książce, o której dzisiaj mowa, mamy dużo mniej "poetyckich uniesień", ale to raczej kwestia zmiany głównego bohatera i innego patrzenia na świat, co raczej nie jest większym problemem, a więc - jest dobrze.

"Niektórzy ludzie pokrywają się twardą skorupą właśnie dlatego, by ktoś z zewnątrz zechciał ją rozbić."


Podsumowując: "Nowy dom na Wyrębach" jest książką dobrą, jednak klimatem nie może równać się z pierwszym tomem. Odrobinę denerwujący główny bohater i zbyt dłużący się wstęp mogą w dość łatwy sposób zniechęcić czytelnika do dalszego poznawania historii, jednak ostatecznie styl autora oraz ogólny zarys fabuły spychają negatywy na dalszy plan, przez co lektura jest naprawdę w porządku. 


~Wilcza Dama



Za możliwość przeczytania "Nowego domu na Wyrębach" serdecznie dziękuję:




czwartek, 5 października 2017

#12 "Umarli nie lubią, jak się im zakłóca spokój" // "Dom na Wyrębach" - Stefan Darda

Dom na Wyrębach | Nowy dom na Wyrębach

Tytuł: Dom na Wyrębach
Autor: Stefan Darda
Cykl: Dom na Wyrębach (tom I)
Liczba stron: 336
Wydawnictwo: Videograf

Nowy początek wydaje się czymś, co daje nadzieję na lepszą przyszłość... Jednak ta nie zawsze okazuje się taka, jak ją sobie wyobrażaliśmy.
Mamy rok 1995. Marek Leśniewski, świeżo upieczony rozwodnik, z tłocznego i głośnego miasta, przeprowadza się do starego domku na wieś, gdzie ma nadzieję spokojnie spędzić życie. 
Z początku wszystko idzie zgodnie z planem - zaniedbany, drewniany domek powoli odżywa, nowy mieszkaniec Wyrębów zaczyna nawiązywać kontakty z ludźmi z okolicy oraz oswajać się z nowym, spokojniejszym trybem życia.
Z czasem jednak coś się zmienia.
Sąsiad, z którym Leśniewski nie nawiązywał bliższych kontaktów, okazuje się mężczyzną "któremu nie udowodniono"...
Puszczyk, który z początku wydaje się zwykłym leśnym ptakiem, każdej nocy niesie ze sobą huczące ostrzeżenie czy też groźbę...
Aż w końcu pojawia się ona...

---

Po książki autorstwa Stefana Dardy pewnie nie sięgnęłabym długi, naprawdę długi czas, gdyby nie namowa jednej z moich przyjaciółek. Ten autor ma taki dobry styl i ciekawie pisze - mówiła, więc wybrałam się w końcu do szkolnej biblioteki i wypożyczyłam pierwszą książkę jego pióra, która wpadła mi w ręce - okazała się nią powieść "Dom na Wyrębach". Nie dość, że pierwsze spotkanie z twórczością autora, to jeszcze debiut z 2008 roku - ciężki orzech do zgryzienia... a przynajmniej tak się wydaje. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej!
Teraz, gdy wróciłam do tej książki po przeszło roku, uważam, że zachowała ona swój styl i klasę... o czym opowiem Wam więcej w kontynuacji wpisu. ♥

"Życie składa się z chwil. Ulotnych, niezapomnianych, takich, których nie chce się pamiętać i takich, które wgryzają się w świadomość, nie mając za żadną cenę ochoty jej opuścić."

Marek Leśniewski, który do tej pory wiódł dostatnie, spokojne i dość monotonne życie doktora praw na jednym z najlepszych polskich uniwersytetów, musi - a nawet trochę chce - zmienić swoje życie, do czego przyczynia się przyłapanie go na zdradzie żony. Od tej pory bohater - już rozwodnik - przeprowadza się do domku na wieś (dość sporo oddaloną od czegokolwiek i kogokolwiek, oprócz dość ponurego sąsiada, dodajmy), o czym, podświadomie, marzył już od dłuższego czasu. Z początku nie jest mu łatwo przywyknąć do nowej sytuacji, bo całe swoje życie spędził w gwarnym mieście, gdzie wszystko miał pod nosem. Teraz musi wszelkie sprawy wziąć w swoje ręce i uporać się z remontem chałupinki (jakie to jest urocze słowo, haha), nawiązaniem kontaktów z mieszkańcami pobliskiej wioski i utrzymaniem pracy. Oprócz tego, musi się również borykać z sową, która co noc huczy pod jego oknem oraz zjawą, niedającą mu spokoju...
Leśniewski jest taką postacią, którą albo się lubi i rozumie, albo nie lubi i uważa, że jest kompletnie głupia - ja zaliczam się do tej pierwszej grupy. Bohater ten nie jest idealny - ma swoje dziwactwa, cechuje go również brak wiary w bliskich czy wieczna próba wyparcia tego, co się dzieje, bo przecież to nie może się dziać. Jednak ostatecznie uważam, że jego podejście do świata, chęć spełniania się i rozpoczęcia wszystkiego od lepszego nowa są czymś, co się szanuje i w pełni rozumie.


"Od dziecka uwielbiam deszcz. Jest w nim coś magicznego, uspokajającego, coś co sprawia, że kiedy słychać stukot kropli o dach czy parapet, cały świat zdaje się tonąć w tym niezwykłym, monotonnym rytmie. Czas się wtedy zatrzymuje, markując tylko ciągły bieg naprzód, a zegary nasłuchują dźwięku wody płynącej po szybach i odgłosów nieba, które zechciało wyjść na spotkanie ziemi."

Autor pisze z wielką lekkością, ciekawie ubierając w słowa wydarzenia dnia codziennego, tak jak i te mniej realne, mistyczne cechy książki. Nie jest on co prawda mistrzem słowa pisanego, ale niektóre z jego opisów wydają się nawet lekko poetyckie, co dodaje powieści lekką nutę inności w ogólnym jej postrzeganiu - chodzi mi tutaj o fakt, że choć wiele rzeczy branych jest na tzw. chłopski rozum, to pan Darda nie zapomina również nadać swojej książce barw i refleksyjnych doznań.
Jeśli uważacie, że życie na wsi to nuda, to uwierzcie, iż wcale tak nie jest, a "Dom na Wyrębach" jest tego świetnym przykładem. Wiadomo, straszyć może tak naprawdę wszędzie, jednak to miejsca najbardziej odcięte od większych metropolii mają w sobie najwięcej "tego czegoś", tak jak właśnie tytułowe Wyręby.

"W towarzystwie przyjaciela nie istnieje coś takiego jak niezręczna cisza."


Fabuła książki nie jest czymś wybitnym czy wbijającym w fotel, jednak wcale nie znaczy to, że jest zła. Stefan Darda buduje napięcie powoli, z kartki na kartkę coraz szybciej, co pozwala nam, czytelnikom, łatwiej zaaklimatyzować się z głównym bohaterem w Wyrębach i razem z nim przeżywać emocjonalne wzloty i upadki. Przez cały czas czytania tej powieści towarzyszy nam pewnego rodzaju niepokój - kamyk czy złamany kawałem gałęzi, który obija się o okno podczas burzy potrafi przyprawić nas o ciarki i szybsze bicie serca... A co jeśli to nie tak błaha rzecz, tylko jakaś postać próbująca coś nam zrobić? Świetnym pomysłem okazało się również wpisanie w tę historię postaci, która została wyrwana wprost z kart słowiańskiej mitologii - to właśnie ona sprawia, że nasz oddech albo przyśpiesza, albo całkowicie go tracimy, aby ona nas nie usłyszała.

"Kto potrafi okiełznać upływające minuty, jest panem świata."


Podsumowując: "Dom na Wyrębach" Stefana Dardy to naprawdę doskonały debiut, któremu nie brak ani fantazji, ani trzymającej w napięciu fabuły. Styl autora nie nudzi, a wręcz przeciwnie - jest on prosty i pełen pasji, z delikatną poetycką nutą. Ponadto, historia ta jest świetną pozycją na długie, jesienne wieczory, ponieważ cały jej swojski, trochę ponury, ale też i miejscami żartobliwy klimat sprawiają, że książkę po prostu się pochłania, strona po stronie...
Ale podczas lektury pamiętajcie o jednym - licho nigdy nie śpi i zawsze trzeba mieć się na baczności.


~Wilcza Dama


środa, 27 września 2017

#11 "W linii prostej" - Damien Boyd

Tytuł: W linii prostej
Tytuł oryginalny: As the Crow Flies
Autor: Damien Boyd
Cykl: Komisarz Nick Dixon (tom I)
Wydawnictwo: Editio (Black)
Liczba stron: 188

Jake Fayter, podczas jednej ze swoich licznych wypraw wspinaczkowych odpada od skały i ginie na miejscu. Wszystko wskazuje na to, że jego śmierć była wypadkiem - zero dowodów na działanie osób zewnętrznych. Jest jedynie odwiązany węzeł trzymający wszystko w ryzach, który wskazuje na niedopatrzenie zmarłego... Jednak takie coś nie byłoby podobne do tak dobrego i doświadczonego wspinacza jakim był Fayter, a przynajmniej tak sądzi komisarz Dixon.
Nick, który przez dłuższy czas był towarzyszem wypraw Jake'a nie może uwierzyć w to, że jego były towarzysz mógł popełnić błąd i w zły sposób zawiązać sznur, przez co przygląda się sprawie jego śmierci trochę dokładniej.
To, czego się dowiaduje sprawia, że zaczyna w zupełnie inny sposób patrzeć na Faytera oraz całą sprawę jego śmierci, a wszystko to zaczyna być coraz bardziej skomplikowane i niebezpieczne...


niedziela, 24 września 2017

#10 ["MMA Fighter"] "Walka", "Szansa", "Przebaczenie" - Vi Keeland

Cześć, Książkożercy!
Dzisiaj chcę się z Wami podzielić moją opinią o serii "MMA Fighter" autorstwa Vi Keeland.
W trakcie tworzenia pierwszej recenzji doszłam do wniosku, że nie ma po co pisać o każdej książce z osobna, bo: a) przez szkołę nie miałabym na to czasu b) o każdej z pozycji pisałabym prawie to samo - z tego też powodu są one umieszczone w jednym wpisie. 
Całość wygląda następująco:
  • "Walka", "Szansa", "Przebaczenie" - opis książki, więcej o bohaterach, przesłanie
  • styl pisania autorki i ogólne odczucia co do fabuły
Mam nadzieję, że spodoba Wam się taka forma wpisu ;)
Ach, co jeszcze, co jeszcze... Zróbcie sobie coś ciepłego do picia i ubierzcie się ciepło - szykuje się naprawdę dłuuugi wpis. :D


niedziela, 10 września 2017

#9 Dinożarły na horyzoncie! czyli 5 powodów, dla których warto przeczytać "Twierdzę Kimerydu" Magdaleny Pioruńskiej ♥

Tytuł: Twierdza Kimerydu
Autorka: Magdalena Pioruńska
Liczba stron: 443
Wydawnictwo: Novae Res

Miasto Krokodyli
Zorganizowana przez Annę Guiteerez, antropolog z Uniwersytetu Krokodyli, pokojowa konferencja asymilacyjna zostaje zakończona niepowodzeniem... delikatnie mówiąc. Członkowie spotkania zostają zamordowani, a Annie cudem udaje się uniknąć losu swoich gości.
Pustynia
Kobieta błąka się po bezkresnym morzu piasku i choć opuszczają ją siły, ta brnie przed siebie.
W pewnym momencie podróży, spotyka ona Tyrsa Mollinę - pół człowieka, pół raptora, na którego temat prowadziła badania. Zaintrygowana, wyrusza wraz z nim do...
Twierdza Kimerydu
Anna, jako zakładnik, zamieszkuje w Twierdzy. Ani ona, ani nikt inny jeszcze nie wiedzą, że krwawa jatka w Mieście Krokodyli była dopiero początkiem czegoś naprawdę wielkiego i zagrażającego nie tylko hybrydom ludzi i dinozaurów, ale całemu kraju Złocistych Piasków. 


czwartek, 31 sierpnia 2017

#8 Bo warto cokolwiek! // "Zdobywcy oddechu" - Przemysław Piotr Kłosowicz

Tytuł: Zdobywcy oddechu
Autor: Przemysław Piotr Kłosowicz
Liczba stron: 200
Wydawnictwo: Novae Res

Wiktor zawsze chciał zostać pisarzem... Jednak los postanowił inaczej i zamiast tego, został ojcem syna z zespołem Downa, pracownikiem wyższej uczelni oraz mężczyzną z depresją.
Piotr został zmuszony do opuszczenia rodzinnej wsi przez swoją odmienność. W Krakowie próbuje posklejać swoje złamane serce, w czym pomaga mu przyjaciółka Lena.
Zbigniew od zawsze czuł się gorszy. Zakompleksionemu mężczyźnie z pewnością nie pomaga fakt, iż jego najbliższy kumpel wygląda jak Adonis, a on sam... nie do końca (delikatnie mówiąc). Oprócz tego, słyszy on miarowe tik-tak, które sprawia, że coraz trudniej jest mu odnaleźć swoją  jedyną miłość.
"Zdobywcy oddechu" to zbiór fragmentów z przemyśleniami i różnego rodzaju wydarzeniami z życia bohaterów, których - pomimo tego, że właściwie się nie znają - łączy o wiele więcej, niż mogłoby się wydawać.